Tu, gdzie stadion pływaliśmy tratwami

TEKST
26 grudnia 2013 , 12:33
Tu, gdzie stadion pływaliśmy tratwami

Wraz ze zburzeniem trybuny głównej zniknie stary stadion miejski wybudowany przez Bialski Klub Sportowy. O stadionie i związanych z nim wspomnieniach rozmawiamy z Janem Linnertem.

Ostatnim "bastionem" starego stadionu Bialskiego Klubu Sportowego jest obecnie trybuna główna, która już niebawem zostanie zburzona. Powstanie zupełnie nowy obiekt na 15 tysięcy kibiców. - Tworzy się nowa historia. Powiem tak: To wstyd, by miasto takie jak Bielsko-Biała, duże i rozwijające się nie miało w dzisiejszych czasach stadionu z prawdziwego zdarzenia. Nie wiem tylko, czy ten nowy stadion nie będzie "za bogaty", to znaczy, czy nie jest zbyt duży na potrzeby naszego miasta - mówi Jan Linnert, który od 1956 roku jest związany z Bialskim Klubem Sportowym "Stal". Jednocześnie obecny kierownik trzecioligowej bialskiej Stali dodaje, że trochę żal tego starego obiektu. - Przeszło 50 lat było się z tym stadionem związanym. Człowiek przyzwyczaił się do tego krajobrazu, tym bardziej, że mieszkałem naprzeciwko boiska treningowego - mówi Jan Linnert. 

Początki stadionu sięgają roku 1927, gdy Bialski Klub Sportowy z własnych pieniędzy wybudował boisko. Gruntowna modernizacja nastąpiła jednak w latach 50-tych XX wieku. - Pamiętam, że jak nie było jeszcze trybuny, był tam mały staw, na którym pływaliśmy tratwami - wspomina Jan Linnert i dodaje, że później niemal całe życie toczyło się wokół stadionu. - W czasach, gdy trenerem był Antoni Pieczniczek grabiliśmy skoszoną trawę na boisku. Nie było tak, jak dziś, że maszyna przejedzie i zbierze od razu całą trawę. Innym razem malowaliśmy płot przy boisku. Sporo czasu tu spędzaliśmy. Wszyscy mniej lub bardziej kręciliśmy się wokół tego stadionu - mówi kierownik piłkarskiej drużyny BKS "Stal". 

Stadion był areną nie tylko spotkań piłki nożnej, ale także towarzyskiego meczu lekkoatletycznego juniorów Polska-Włochy. Największe emocje budziła jednak oczywiście piłka nożna. - Sporo było tu fajnych meczów. Chyba podczas pierwszego meczu, zdaje się, że było to z Cracovią, piłka zrzucona została na boisko z samolotu. Były spotkania najistotniejsze dla BKS, które decydowały o awansie do I ligi (wówczas najwyższej klasy rozgrywkowej), a więc mecze z GKS Katowice i GKS Tychy. Wiele spotkań odbywało się przy pełnych trybunach. Były też takie, które ludzie obserwowali siedząc na dachu! - śmieje się Jan Linnert, który w barwach BKS rozegrał ponad 700 spotkań. W latach 70-tych właścicielem stadionu została Fabryka Samochodów Małolitrażowych, a formalnie WWR. Później obiekt został przejęty przez miasto BIelsko-Biała i jest do dziś zarządzany przez Bielsko-Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji. Od 2000 roku na stadionie swoje mecze rozgrywa także Podbeskidzie Bielsko-Biała. - Często w rozmowach słyszy się stwierdzenie "stadion Podbeskidzia", tymczasem jest ono błędne. To nigdy nie był stadion Podbeskidzia. Był Bialskiego Klubu Sportowego, a teraz jest miasta Bielsko-Biała. Do dziś jednak wielu sędziów i piłkarzy z minionych lat w rozmowach na temat stadionu mówi: "stadion BKS". I choć powstaje nowy stadion, to w świadomości wielu ludzi, ten stadion był, jest i będzie stadionem BKS - uśmiecha się Jan Linnert.